Wypowiedzi po Korczynie
RADOSŁAW ĆWIĘCZEK: - Rok temu w Korczynie zawody oglądałem z pozycji widza i pamiętałem, że jest to bardzo szybka trasa, ale nie spodziewałem się, że aż tak bardzo! Przyjechaliśmy tutaj przede wszystkim po to, aby poznać trasę i zebrać doświadczenia przed ewentualnymi startami w przyszłym sezonie. Aktualnie nasz samochód znacznie odstaje od pozostałych, głównie pod względem zawieszenia, dużego ciężaru i mocy, ale my na ten sezon mamy zupełnie inne cele niż nasi rywale. Generalnie wracam z wyścigu w dobrym nastroju. Na każdym kolejnym podjeździe notowałem coraz lepsze czasy, by na ostatnim niedzielnym poprawić swój sobotni wynik aż o sześć i pół sekundy. Wiem, że dużo czasu tracę jeszcze przez opony, ale na „Ankę” zabieram nowe slicki!
Po raz drugi w tym sezonie moim głównym sponsorem jest Internetowa Gra Rajdowa TopRally (www.toprally.net). Od wyścigu w Korczynie do grona moich sponsorów, dołączyła firma Radio Taxi Barbakan. Bardzo dziękuję szefom tej największej w Polsce sieci taksówek za wsparcie i okazane zaufanie. Dziękuje również firmie budowlano-remontowej Antis.
DARIUSZ ŁUCZYŃSKI: - Podjazd w Korczynie nie należy do łatwych, ale to wcale nie oznacza, że go nie lubię, wręcz przeciwnie. Podstawową trudnością są tutaj bardzo wysokie prędkości, trzeba być cały czas bardzo skupionym. Już podczas pierwszego dnia zawodów mój konkurent popełnił błąd, który wyeliminował go z dalszej rywalizacji. Bez większego ciśnienia, uzyskując czwarte miejsce, zdobyłem tutaj pięć bardzo ważnych dla mnie punktów, które pozwoliły mi awansować na drugie miejsce w klasie A-2000. To był mój główny cel, który postawiłem sobie na „Korczynę”. Specjalnie na ten wyścig wynająłem w wypożyczalni Serafin Rally Sport znacznie mocniejszy od mojego samochód - Renault Clio. Było w nim dla mnie sporo nowości, szkoda tylko, że nie potrafiłem wykorzystać jego możliwości w 100%. Największe wrażenie zrobiła na mnie kołowa skrzynia biegów. Szybka zmiana biegów i krótkie przełożenia to jest właśnie to, czego brakuje w mojej Xsarze. Chciałbym podziękować Pawłowi Serafinowi za przygotowanie, obsługę i możliwość przetestowania Renault Clio. Podziękowania również dla Pawła Soji i jego mechaników, którzy jak zawsze wspierali mnie pomocą w "podbramkowych" sytuacjach, których przecież w sportach motorowych nie brakuje. Teraz muszę dobrze przygotować się do startu na swoim podwórku, bo to właśnie na "Ance" będziemy walczyć o najwyższe pozycje w tegorocznych Mistrzostwach Polski. Już dzisiaj zapraszam wszystkich kibiców w dniach 18-19 października na Górę Św. Anny, bo emocji i szybkiej jazdy na pewno tam nie zabraknie!
Dziękuję za finansowe wsparcie firmom: Rosetex, Melle, Corotop oraz Citroen Opole, a także moim patronom medialnym TopRally.pl, Auto-Moto Biznes, wyscigigorskie.pl oraz radio Eska Opole. Do zobaczenia za niespełna trzy tygodnie na Górze Św. Anny!
MONIKA ZAWODNY: - Wyścig w Prządkach już za nami - nie mogę zaliczyć go do zbyt udanych. Bardzo szybka, wymagająca trasa, na której prędkości są już bardzo duże. Nie ustrzegłam się błędów. Chciałam wygrać za wszelką cenę, żeby utrzymać szansę na zwycięstwo w końcowej klasyfikacji, ale mój samochód jest niestety wyposażony w silnik 8-zaworowy, słabszy od całej konkurencji w klasie i muszę nadrabiać braki mocy jazdą na granicy. Po wygranych treningach chciałam spiąć się maksymalnie i powtórzyć wynik w podjazdach wyścigowych. Zakończyło się na barierze - na szczęście stłumiła ona uderzenie i poza obitym kolanem nic mi się nie stało. Postanowiliśmy spróbować zreanimować mocno zniszczony przód auta, co udało się moim cudownym mechanikom, którzy są najlepsi na świecie, którzy mnie wspierają, motywują do walki i pocieszają wtedy, gdy jest źle. Ostatecznie skończyłam obydwie rundy. Jako że drugi podjazd pierwszego dnia pojechałam tylko dlatego, że odbył się on w niedzielę, chciałam oddać drugie miejsce Jakubowi Bieniowi, ale on popełnił błąd i pojechał z bardzo słabym czasem. Dzięki temu byłam druga. Żałuję tylko, że ta przygoda z barierą przydarzyła się na mojej ulubionej trasie, gdzie naprawdę czułam się pewnie, autko bardzo ładnie się napędzało, opony mocno trzymały. Jak to mówią koledzy "Jest wojna, są i ofiary".
Podziękowania dla najcudowniejszego zespołu - dla Łukasza Witka, Maćka Tryańskiego, Bartka Soji, Jakuba Chorobskiego, Przemka Porębskiego i dla moich wiernych kibiców.
MARCIN PRZYBYSZEWSKI: - Bezpośrednio przed zawodami zapadła decyzja, że nie zostanie utworzona kategoria dla pucharowych cee'dów. Przez tę decyzję nie przyjechał żaden inny kierowca tego auta oprócz mnie. Rywalizacja z samochodami z klasy N-2000 była więc dla mnie dość trudna. Kia jest zdecydowanie słabsza i cięższa od pojazdów konkurencji. W dodatku dostałem karę 10 sekund za to, że mój samochód spełnia wymogi regulaminu technicznego pucharu Kia cee'd, ale nie jest zgodny z regulaminami dla samochodów grupy N. Czuję się niesłusznie ukarany, ponieważ dotychczas jeździłem według regulaminu technicznego pucharu Kia cee'd i nie pojawił się żaden komunikat, który by zmieniał ten przepis. Tym samym mój występ w tych dwóch eliminacjach nie miał większego znaczenia strategicznego. Dodatkowo problemy techniczne pozbawiły mnie właściwie frajdy z jazdy. Jestem bardzo niezadowolony z decyzji organizatorów GSMP o odwołaniu klasy Kia cee'd. Jest to jedna wielka pomyłka, aby pod koniec sezonu okazywało się, że na darmo wyrzuciłem pieniądze. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w tym sporcie. Mimo wszystko nie chcę rezygnować ze startu na górze Św. Anny. Podczas ostatniej rundy GSMP być może wystartuję jakimś mocniejszym samochodem.
TOMASZ STROZIK: - Po cichu liczyłem, że będę blisko pierwszej dziesiątki, wynik jednak bardzo mnie zaskoczył. Auto sprawowało się idealnie, było świetnie dostrojone, a mnie jechało się niesamowicie dobrze. Rezultat jest więc naprawdę rewelacyjny jak na pojazd o pojemności 1400 cm3. Dzięki wymianie nawierzchni, trasa była dużo równiejsza i ogólnie lepsza. Wpłynęło to oczywiście na komfort jazdy, ponieważ przyczepność asfaltu całkowicie mnie satysfakcjonowała. Był to ciekawy wyścig - sporo szybkich zakrętów, dużo się działo, a do tego rewelacyjnie udało mi się go zakończyć. Organizację oceniam także pozytywnie. Niestety, nie mam już szans wygrać z Filipem Lewandowskim, który ma pięć punktów przewagi. Wystarczy więc, że ukończy dwie ostatnie rundy, a nie będziemy mieć możliwości dogonienia go. Zastanawiam się nad wypożyczaniem Fiata SC na eliminacje GSMP w przyszłym sezonie. Ja natomiast planuję startować w tym cyklu Fordem Pumą lub skoncentruję się tylko i wyłącznie na torowych Mistrzostwach Polski. Na koniec chciałbym jeszcze serdecznie podziękować firmie Krasnobrodzka-Racing za pomoc przy starcie i zaprosić wszystkich na jej stronę: www.krasnobrodzka-racing.pl .
MARCIN BARŁOGA: - Zawody w Korczynie mogę zaliczyć do udanych, mój debiut szczęśliwie zakończył się na mecie. Najważniejsze jest to, że były postępy. Z podjazdu na podjazd jechałem coraz szybciej, samochód wypożyczony od Jarka Zawadzkiego nie sprawiał żadnych kłopotów. Metę ostatniego niedzielnego podjazdu przejechałem z wielkim uśmiechem na twarzy, nie mogłem ukryć swoich emocji… w końcu spełniły się moje marzenia. Wspaniała atmosfera, tłumy kibiców to wszystko sprawia, że ściganie się w górach jest bardzo wciągające i dostarcza wielu pozytywnych emocji. W tym roku już raczej nie pojadę kolejnej eliminacji GSMP, ale idąc za ciosem na następny rok postaram się zbudować auto do klasy historycznej, coś bardziej konkurencyjnego.
Pragę serdecznie podziękować firmom SZERBUD i CELLTEL z Rzeszowa za wsparcie finansowe i wytrwałe kibicowanie, ekipie z RFRteam za całą ich pomoc oraz przyjaciołom za wspaniały doping. Było bardzo miło widząc tyle znajomych twarzy.
TOMASZ MIKOŁAJCZYK: - Przed zawodami miałem wielką ochotę wygrać z Robertem i liczyłem w głębi, że mi się to uda. Niestety, pierwsze podjazdy sobotniej XI rundy pokazały, że jednak Robert dysponuje mocniejszym samochodem lub jeździ dużo szybciej. Trasa była bardzo szybka i nasze prędkości dochodziły do 200 a nawet więcej. Od szykany w zasadzie można było jechać bez ściągania nogi z gazu, ale to było dosyć ryzykowne. Każda sekunda się liczyła i nie można było odpuścić. Mój czas 2.02,618 podczas drugiego podjazdu niedzielnej rundy to był szczyt moich możliwości. Więcej już po prostu bym nie pojechał bo to już byłaby dla mnie lekka przesada i przerwałbym te cienką, delikatną granicę, jaka siedzi w mojej głowie. Za trzy tygodnie spotykamy się na pięknej, kultowej i jednej z najfajniejszych tras w Polsce, na Górze Św. Anny. Tam w dniach 17-19 października pościgamy się i to właśnie tam rozstrzygną się losy tytułów mistrzowskich sezonu 2008. Z kuluarowych rozmów wiem, że rywalizacja będzie bardzo zacięta wśród najsilniejszych samochodów. Powinno dojść kilka mocnych aut, więc walka będzie naprawdę gorąca.
ADAM MAGIERA: - Jednak niektóre marzenia się spełniają - udało mi się pojechać w GSMP! Wiedziałem, że od pierwszego startu nie mogę wiele oczekiwać ale po pierwszym dniu nie byłem zbyt zadowolony. W niedzielę, gdy na pierwszym podjeździe wyścigowym udało mi się nawiązać walkę ze Swiftami, trochę za bardzo się napaliłem. Popełniłem błąd, uderzyłem w szykanę i szanse na zadowalający wynik zniknęły. Z całości imprezy jestem jednak bardzo zadowolony. Każdy kolejny przejazd był coraz szybszy, a w ciągu dwóch dni poprawiłem swój czas o 14 sekund. Auto w czasie wyścigu spisywało się bez zarzutu. Chciałbym bardzo podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego, aby ten start był jak najbardziej udany, a więc: mojej Mamie za pomoc, Damianowi i Krystianowi Zygmuntom, Rafałowi Murdzińskiemu i Mateuszowi Kacprzakowi za pożyczenie sprzętu, Sebastianowi, Mateuszowi i Marcinowi za pomoc w przygotowaniu auta, Bartkowi za holowanie, Jurkowi, Marcinowi, Łukaszowi, Arkowi za zdjęcia i filmy, a także Monice, Tomkowi, Aldonie, Angelice, Benemu, Kaktusowi, Markowi, Monice, Ilonie oraz wszystkim innym znajomym i nieznajomym za kibicowanie. Nikt nie miał takich kibiców! DZIĘKI!
ROBERT KUS: - W niedziele wszystko pięknie się ułożyło - najpierw byłem najszybszy w powtórzonym drugim podjeździe wyścigowym z sobotniej rundy i wygrałem tym samym XI eliminację GSMP, a później trzymałem tempo wygrywając po drodze trening oraz obydwa podjazdy wyścigowe XII eliminacji. Swoje konto wzbogaciłem do 220 oczek w klasyfikacji generalnej i wyrównałem rekord Mariusza Steca z 2005 roku z liczbą 11 zwycięstw w jednym sezonie GSMP. Mocno liczę na to, że podczas Góry św. Anny wygram i pobiję ten rekord! Ogólnie to był doskonały weekend dla naszego zespołu. Byliśmy świetnie przygotowani do tych zawodów i jak zwykle wszystko mieliśmy dopracowane w 100 procentach. Wiesiu Stec doskonale zestroił samochód, a jego mechanicy perfekcyjnie kontrolowali stan Lancera między podjazdami. Do tego doskonale trafiliśmy z supermiękkimi oponami i chyba nie pozostało mi nic innego, jak tylko wygrać. To były fantastyczne zawody !
MARCIN JAKÓBCZYK: - Wymarzyłem sobie na tym wyścigu walkę o pudło w klasie, no i niestety, na marzeniach się skończyło. Cały weekend męczyła mnie grypa, co gorsza, mój Peugeot zachowywał się tak, jakby się ode mnie zaraził. Od początku weekendu zaczęły się problemy z silnikiem, co ciekawe, do tej pory nie znaleźliśmy przyczyny. W sobotę pojechałem tylko jeden podjazd treningowy, bo auto grzało się bardzo mocno, a ciśnienie w układzie chłodzenia rozrywało węże! Postanowiłem odpuściłem sobotę i szukać możliwości startu w niedzielę. Wraz z naszym menedżerem Adrianem, który w "górach" pełni także funkcję mechanika, przygotowaliśmy auto na tyle, że w niedzielę mogłem spróbować powalczyć o punkty. Niestety, w niedzielny poranek czułem się tak, że najchętniej nie wychodziłbym z łóżka. Mimo grypy wystartowałem, jednak dały znać o sobie problemy z koncentracją, a i auto chyba nie do końca jechało tak, jak powinno. Na pewno zabrakło mi też rozjeżdżenia i znajomości trasy. Skończyło się na 7 miejscu w klasie, co niestety, zepchnęło mnie na 4 miejsce w klasyfikacji sezonu. Przed nami już ostatnia podwójna runda - za trzy tygodnie wyścig na Górze Świętej Anny. Żeby odzyskać 3 miejsce na koniec sezonu, muszę tym razem mocno przycisnąć. Tak naprawdę zostało mi niecałe 20 dni na wyzdrowienie i doprowadzenie auta do pełnej sprawności, a potem będzie max atak!
Na koniec bardzo chciałbym podziękować Adrianowi i Oktawianowi za nieocenioną pomoc podczas całego weekendu, a Adrianowi życzę także powrotu do zdrowia, bo i on zaczął solidnie kichać podczas powrotu z Korczyny.
Osobne podziękowania kieruję do sponsorów naszego zespołu: głównego - Trans-Dan - Transport Spedycja Logistyka Miejska, a także Motoartbis - części do samochodów, Radek - Studio Video, Teodor Stolarek - Koszule na miarę, Świat Sztućca - dystrybucja sztućców dla domu, gastronomii, reklamy.
ROMAN BARAN: - No i moje Clio dowiozło mnie na fotel Mistrza Polski w klasie Open-2000 w sezonie 2008. Po XI i XII rundzie GSMP w Korczynie mam już pewny tytuł i nikt nie jest mi w stanie zagrozić w punktacji. Dlatego na kolejne, finałowe już rundy na Górze Św. Anny wsiadam w czteronapędowego Miśka, natomiast moje Clio wystawiam do wypożyczenia na ostatnie zawody lub jeśli znajdzie się chętny, na sprzedaż. To naprawdę szybki samochód, choć napędzany tylko na jedną oś. Zawody w Korczynie już za nami. Chciałem oczywiście wygrać swoją klasę ale samochód Tomka Gajewskiego, który po przerwie wrócił z podwojoną mocą, był nie do objechania. Za to udało mi się wypełnić plan i znaleźć się w pierwszej dziesiątce generalki zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia zmagań. Trasa była bardzo szybka i nasze prędkości już dawno nie były tak duże na górskich trasach. W punktacji sezonu 2008 wskoczyłem na 10 miejsce w generalce i bardzo się z tego cieszę bo cały czas liczyłem na bardzo wysokie miejsce w generalce na koniec sezonu. Dlatego też teraz, gdy już zapewniłem sobie tytuł, chciałbym powalczyć z Lancerami, z Tomkiem Myszkierem, Grześkiem Dudą w równej walce, stąd pomysł startu już za 3 tygodnie szybkim turbodoładowanym samochodem. Zapraszam na finałowe rundy na Górę Św. Anny do województwa opolskiego już w dniach 17-19 października.

