4 Hours of Imola 2016 - Podium to plan minimum

sob, 14 maja 2016 godz. 10:32:50 skomentuj wyścigi
Tagi: Giermaziak

Kuba Giermaziak

Kuba Giermaziak drugi raz w tym roku startuje w ELMS w barwach mistrzowskiej ekipy Greaves Motorsport. Na zmianę z Memo Rojasem i Julienem Canalem prowadzi Ligiera JS P2 z silnikiem Nissana. Damian Raciniewski rozmawiał z polskim kierowcą przed 4 godzinami Imoli.

Przed tobą druga runda ELMS. W jakim nastroju jedziesz na Imolę?
Przede wszystkim marzy mi się jeden wyścig bez problemów, bo ostatnio, szczególnie jeśli chodzi o wyścigi długodystansowe, takiego nam brakuje. Ciągle jest bardzo dobrze, jesteśmy superszybcy i mamy szansę na zwycięstwo. W poprzednim wyścigu doganialiśmy pierwszą załogę z realną szansą walki o zwycięstwo, ale niestety doszło do równoczesnej awarii silnika i skrzyni biegów. Wszystko, co udało się zdobyć, to cztery punkty. Jestem pewny, że jeśli dostaniemy samochód, który będzie się dobrze prowadził - tak, jak na Silverstone - i jeśli ominą nas większe przygody, a szczególnie awarie, to jesteśmy w stanie spokojnie walczyć o podium. To będzie plan minimum w takiej sytuacji. Oczywiście chcielibyśmy czegoś więcej - zwycięstwa, ale po ostatnim weekendzie przyda się po prostu jeden bezproblemowy wyścig, aby ta pewność siebie wróciła.

Jak ważny będzie udany weekend na Imoli w kontekście przygotowań do startu w Le Mans?
Nie jest to aż tak istotne w kontekście Le Mans, ponieważ ten tor ma zupełnie inną konfigurację. Na Le Mans mamy specjalny pakiet aerodynamiczny, używany tylko i wyłącznie tam. Będziemy go chcieli przetestować na torze o choć trochę zbliżonej konfiguracji, typu Monza, gdzie jest dużo prostych i gdzie podróżujemy ze sporo wyższymi prędkościami, mamy ostre dohamowania... Tak naprawdę całe Le Mans składa się z wielu kilometrów prostych, kilku szykan pokonywanych na 3. i 4. biegu i może kilku wolniejszych zakrętów. Jest to taki typowy tor stop and go, pomijając ostatni fragment, Bugatti. Testy na Monzie by się przydały i mam nadzieję, że uda się je zorganizować, bo to by pokazało, jak silny jest nasz pakiet. Sam wyścig w Le Mans rządzi się własnymi prawami. To tak naprawdę 24-godzinny wyścig sprinterski i na to musimy się nastawiać - żeby przez całą dobę dawać z siebie wszystko. O ile nie zawiedzie auto, co zawsze jest problemem w wyścigach 24-godzinnych. We wszystkich takich zawodach, oprócz Zolder, na jakimś etapie prowadziliśmy, mieliśmy pewne podium i zawsze coś się psuło, więc jestem na to dość uodporniony.

Znasz tor Imola?
Tak. Byłem tu raz na wyścigu European Le Mans Series, za kierownicą Audi. Niestety nie wspominam go dobrze, bo go nie ukończyliśmy. Przejechaliśmy niewiele okrążeń i do tego bardzo słabym autem. Miałem więc okazję jeździć po Imoli, ale czy ją znam? Czy wiem dokładnie, jak przejechać każdy zakręt? Na pewno nie i przyznam, że jest niewiele torów w Europie, o których mogę powiedzieć, że ich nie znam i nie czuję się na nich komfortowo. Niestety Imola to jeden z nich, ale dzięki temu, że w ELMS mamy trochę treningów, nagrań z kamer pokładowych, pełne wsparcie zespołu, to myślę, że tempo powinno przyjść dość szybko.

Jak dogadujesz się ze swoją nową wyścigówką - prototypem sportowym LMP2?
Przyznam, że to najlepsze auto, jakim kiedykolwiek jeździłem, może poza bolidem GP2 - z tym, że w nim pokonałem zdecydowanie mniej kilometrów. W takiej maszynie jak prototyp czuć, że jest w stu procentach stworzona do ścigania Bardzo różni się od samochodu GT, który - jak by nie patrzeć - zawsze jest autem drogowym dostosowanym do wyścigów, a nie bolidem od początku budowanym do ścigania. Ligier, którym jeżdżę, sprawia wrażenie bardzo solidnego, prowadzi się naprawdę bajecznie. Nie jest to auto wymagające jakiejś niesamowitej koncentracji. Widać, że tworząc maszyny na wyścigi długodystansowe, konstruktorzy myślą głównie o tym, żeby samochód był łatwy w prowadzeniu. Przyjazdy dla kierowcy, bo jeśli mam spędzić w aucie 3-4 godziny non stop, przy wielu krytycznych momentach, muszę mieć samochód, w którym będę się męczył jak najmniej. To nie ma być auto, które na jednym okrążeniu wyciśnie z opon ostatnią dziesiątą część sekundy. To ma być samochód, który pozwoli jechać przez trzy godziny równym tempem i nasz Ligier taki właśnie jest.