Nasi w 25 godzinach Spa

pon, 9 lipca 2007 godz. 17:00:23 skomentuj wyścigi

Fot. vwfncup.cybernet.beAndrzej Mancin, Łukasz Komornicki, Maciej Stańco i Piotr Bednarek uczestniczyli w najdłuższym wyścigu na świecie - 25 Heures VW Fun Cup na torze Spa-Francorchamps. Komornicki, Stańco i Bednarek wraz z dwoma belgijskimi zmiennikami - Dirkiem van Rompuyem i jego synem Tomem, jechali Fun Cupem z numerem 150, wystawionym przez Verbist Racing. Stańco po raz drugi startował w 25-godzinnym maratonie.

Andi Mancin tworzył ekipę Happy Racer 1, mając jako kolegów Agostino Alberghino, Lukę Quaderno i Nicolę Biancheta. Zespół z Rzymu zajął 11 miejsce, tracąc 8 okrążeń do zwycięzców, Oliviera van Oosta, Rubena Maesa i Stefaana Talpe, którzy przejechali 431 rund, czyli 3018 km. W wyścigu startowali m.in. Vincent Vosse (2 miejsce), Bertrand Balas, Alain Ferte (8), Stephane Henrard (70), Marc Duez, Jean-Pierre van de Wauwer (85), Evens Stievenart, Wilfried Merafina, Franck Lagorce (155), Kurt Mollekens (162).

- Niesamowita impreza, 176 samochodów, inne klasy w programie, około tysiąca zawodników - powiedział Autoklubowi Łukasz Komornicki. - W czwartek mieliśmy treningi, w piątek były kwalifikacje. Wyścig rozpoczął się w sobotę o 16.00. Startowaliśmy z 42 pola - Maciek jechał na pierwszej zmianie, potem ja usiadłem za kierownicą. Każdy z naszej piątki trzykrotnie wyjeżdżał na tor.

Na mojej zmianie awansowaliśmy na trzydzieste któreś miejsce, w ciągu nocy przesunęliśmy się na 23, ale w niedzielę po 14.00 Tom van Rompuy miał wypadek, urwał koło, no i z powrotem spadliśmy na 42 pozycję.

Zabawa była wyśmienita. Wszyscy ścigali się przez 25 godzin z pełnym zapałem. Podczas kwalifikacji sto samochodów mieściło się w 5 sekundach. Pogoda była zmienna, co typowe dla toru w Spa, gdzie w tym roku wraca Formuła 1. Podczas treningów co pół godziny deszcz przeplatał się ze słońcem, ale wyścig odbył się już na suchym torze.

Myślimy o tym, żeby w 2008 roku wystawić w 25 Heures zespół z dwoma samochodami, dream team złożony z polskich kierowców.

- Uzyskaliśmy zupełnie przyzwoity wynik - mówił Maciej Stańco. - Jechaliśmy nowym samochodem, ale z pudełka, takim, jakie wypuszcza producent Fun Cupów, Dubois Racing. Inni mieli założoną telemetrię, wyświetlacze, zmieniony układ wydechowy, no i odjeżdżali nam pod górę. Byliśmy już na 23 miejscu, ale pod koniec wyścigu nasz młody belgijski kolega zaliczył przygodę. Wymiana wahaczy i urwanego koła, ustawienie geometrii przebiegło bardzo sprawnie, trwało tylko kwadrans, jednak upłynęło sporo czasu zanim wyciągnięto samochód ze żwiru i pomoc drogowa przywiozła garbusa.

W tym wyścigu bardzo ważna jest taktyka. Trzeba robić maksymalnie długie zmiany. Wygrał zespół, który zaliczył najmniej postojów w depo. Samochody jeżdżą parami, albo trójkami, podciągając się na prostej. Wygląda to jak na kolarskim welodromie. Jeżeli jedziesz sam, taki peleton dochodzi ciebie i połyka. No i ważne, żeby bezkolizyjnie przejechać całe 25 godzin.